12 marca 1956 roku w Moskwie zmarł Bolesław Bierut – pierwszy sekretarz KC PZPR, symbol stalinowskiego terroru w Polsce, człowiek, który przez ponad dekadę uosabiał sowiecką dominację nad naszym narodem.
Oficjalna wersja komunistycznej propagandy brzmiała następująco:
zawał serca (lub zator tętnicy płucnej po komplikacjach pogrypowych) o godzinie 23:35 czasu polskiego. Bierut miał zachorować na ciężką grypę już wcześniej, która przeszła w zapalenie płuc, a potem w śmiertelne powikłania sercowe.
Jednak w Polsce prawie nikt w tę wersję nie uwierzył.
Gdy 13 marca 1956 roku gazety ogłosiły śmierć „wielkiego syna narodu”, społeczeństwo zareagowało w sposób, który do dziś najlepiej oddaje stosunek Polaków do Bieruta:
Dla porównania:
Wszystkich trzech łączyła śmierć w Moskwie i podejrzenie, że Kreml pozbywał się niewygodnych satrapów, gdy tracili przydatność.
Bierut pojechał do Moskwy na XX Zjazd KPZR (14–25 lutego 1956). 25 lutego Nikita Chruszczow wygłosił słynny „tajny referat” „O kulcie jednostki i jego następstwach”, w którym potępił zbrodnie Stalina.
Dla Bieruta, fanatycznego stalinowca, człowieka, który budował w Polsce system identyczny z tym, który właśnie został potępiony, był to cios.
Historycy spierają się, czy:
Oficjalna dokumentacja medyczna (m.in. relacje prof. Fejgina i lekarki Górskiej) mówi o nagłym zatrzymaniu akcji serca 12 marca w godzinach wieczornych, po wcześniejszym epizodzie zapaści, który udało się opanować.
Jego zgon otworzył drogę do:
Historyk Andrzej Garlicki trafił w sedno:
„Zmarł w samą porę. Jego śmierć umożliwiła triumfalny powrót do władzy Gomułki”.
Bolesław Bierut nie był „wielkim synem narodu”. Był sowieckim namiestnikiem, który podpisywał tysiące wyroków śmierci, budował system obozów, zniszczył polską niepodległość na dekady i realizował plan całkowitej sowietyzacji Polski.
Czy zginął naturalnie, czy został „delikatnie usunięty” przez nowych panów Kremla – dziś już tego nie rozstrzygniemy z całą pewnością.
Ważniejsze jest co innego:
w marcu 1956 roku Polacy po raz pierwszy od wojny poczuli, że najgorszy okres stalinowskiego terroru właśnie się skończył – i że człowiek-symbol tego terroru nigdy nie wróci.
Nawet jeśli przyjechał w kuferku.
