Szanowni Czytelnicy,
Właśnie ukazała się książka Kornelii Sobczak „Zośka i Rudy. O miłości, przyjaźni i Polsce”, promowana przez Krytykę Polityczną i Gazetę Wyborczą jako „queerowa” reinterpretacja legendy „Kamieni na szaniec”. Autorka wraca do tez Elżbiety Janickiej sprzed kilkunastu lat, drążąc temat rzekomych „skłonności homoseksualnych” Tadka Zawadzkiego „Zośki” i Janka Bytnara „Rudego”. Robi to z ideologiczną zaciekłością, której Piotr Zaremba słusznie nadał miano „homoseksualizmu bezobjawowego” – konceptu tak absurdalnego, że aż symptomatycznego dla dzisiejszej lewicy kulturowej.
Zaremba w swojej analizie (i w podobnych tekstach publikowanych wcześniej) trafia w sedno: nie ma cienia dowodu na homoseksualizm tych dwóch harcerzy Szarych Szeregów. Byli blisko związani, okazywali sobie przyjaźń, troskę, w krytycznym momencie Rudy umierał w ramionach przyjaciela – ale to właśnie w tamtych czasach, w konspiracji, w obliczu śmierci, męska przyjaźń mogła przybierać tak intensywne, czułe formy. To nie „queer”, to polska tradycja braterstwa broni, harcerskiej krwi i romantyzmu walki o wolność.
Sobczak jednak – podobnie jak Janicka – potrzebuje tych symboli dla swojej narracji. Raz mamy „lesbijkę” Konopnicką, innym razem harcerzy z Szarych Szeregów jako prekursora dzisiejszej ideologii LGBT+. To klasyczna kolonizacja przeszłości: nie wystarczy tolerancja, trzeba koniecznie udowodnić, że „oni też byli tacy jak my dziś”. A jeśli dowodów brak – to proszę bardzo, wymyślimy „homoseksualizm bezobjawowy”. Bo świadomość tego, że ktoś był homoseksualny, nie jest konieczna – liczy się sama możliwość, sama sugestia, sama narracja.
Zaremba słusznie podkreśla odrażający aspekt takiego grzebania w prywatności nieżyjących bohaterów. Zośka i Rudy oddali życie za Polskę w wieku 19 i 23 lat. Zginęli w walce z okupantem niemieckim, w akcjach, które przeszły do legendy. A teraz mamy ich sprowadzać do spekulacji o orientacji seksualnej? To nie jest nauka, to profanacja pamięci.
Autorka książki próbuje też „zrozumieć” program wychowawczy Aleksandra Kamińskiego – lewicowca, owszem, ale wychowawcy pokolenia, które biło się o niepodległość, a nie o „większą obecność kobiet” czy „odwoływanie się do Zagłady Żydów” na każdym kroku. Sobczak ma kłopot z wyobraźnią historyczną, za to nadmiar ideologicznej gorliwości. A ta – jak słusznie zauważa Zaremba – rzadko pomaga w badaniu przeszłości. Raczej ją fałszuje.
Piotr Zaremba dobrze zrobił, że punktuje ten mechanizm. To nie jest przypadek, że takie książki wychodzą nakładem Krytyki Politycznej. To część szerszego projektu: rozmontowywania polskich mitów założycielskich, osłabiania tożsamości narodowej poprzez wmawianie, że nasi bohaterowie „tak naprawdę” byli inni, niż nam się wydawało. Że byli „queerowi”, nacjonalistyczni w złym sensie, albo po prostu nie dość „włączający”.
My na antykomunistyczni.pl mówimy temu stanowcze nie. Zośka i Rudy to symbole polskiego oporu, męstwa, poświęcenia i przyjaźni, która nie potrzebuje dzisiejszych etykietek. Niech ideolodzy LGBT+ i lewicowi kulturoznawcy szukają sobie symboli gdzie indziej – nie na grobach naszych harcerzy.
Popieramy głos Piotra Zaremby: prawda o historii jest ważniejsza niż ideologiczne projekcje. A prawda jest prosta – Zośka i Rudy byli Polakami, którzy oddali życie za wolną Polskę. I tyle wystarczy.
