Sofia – bułgarska stolica, w której rosyjski imperializm i komunistyczne naleciałości wciąż kwitną. Relacja polskiego oka

Gdy Polak przyjeżdża do Sofii, spodziewa się zobaczyć Bałkany – kolorowe, prawosławne, trochę egzotyczne. Tymczasem już pierwszego dnia uderza go coś zupełnie innego: rosyjski duch i czerwona nostalgia, których w Warszawie, Krakowie czy Gdańsku dawno już nie ma. Bułgaria nie przeszła prawdziwej dekomunizacji. Nie usunęła pomników, nie zdelegalizowała komunistycznych symboli, nie rozliczyła się z przeszłością. Dla nas, Polaków, którzy przez dekady walczyli z sowieckim okupantem, to miejsce wygląda jak żywy pomnik tego, co w Polsce udało się w dużej mierze wyrugować.

Cerkiew św. Mikołaja – rosyjski przyczółek w sercu Sofii
W samym centrum, przy bulwarze Car Osvoboditel, stoi piękna, zielono-złota cerkiew. Zbudowana w latach 1907–1914 przez rosyjskich robotników i architektów. Oficjalnie „cerkiew św. Mikołaja Cudotwórcy”, w praktyce – rosyjska cerkiew prawosławna. Pięć kopuł, rosyjskie złoto, rosyjskie napisy. Dla Polaka to nie jest zwykła świątynia. To symboliczne przypomnienie, kto „wyzwalał” Bułgarię i kto od tamtej pory uważa ten kraj za swoją strefę wpływów.

Restauracja Arbat – rosyjska wyspa w centrum Sofii
Naprzeciwko, przy tym samym bulwarze, mieści się restauracja Arbat. Klasyczna rosyjska kuchnia: pierogi, bliny, strogonow, wódka, samowar na stole. Wnętrze urządzone jak w starym moskiewskim mieszkaniu – samowary, matrioszki, portrety carów i radzieckich generałów. Dla Polaka to nie jest tylko restauracja. To miejsce, w którym Bułgarzy nadal celebrują rosyjską kulturę bez najmniejszego skrępowania.

Sobór Aleksandra Newskiego – największy hołd dla rosyjskiego „wyzwoliciela”
Kilka kroków dalej wznosi się monumentalny sobór – jeden z największych na Bałkanach. Zbudowany na cześć rosyjskich żołnierzy poległych w wojnie rosyjsko-tureckiej 1877–1878. Oficjalnie „wyzwolenie Bułgarii od Turków”, w rzeczywistości – rosyjski protektorat i początek długiej zależności. Patron – św. Aleksander Newski, rosyjski książę i święty. Dla nas, Polaków, to brzmi jak kpina. Rosja, która w tym samym czasie pomagała Prusom i Austrii rozbierać Polskę, nagle „wyzwala” Bułgarów.

A przed soborem… handel czerwoną i brunatną nostalgią
Tuż obok katedry rozciąga się codzienny bazar pamiątek. Sprzedają tam nie tylko magnesy i kubki. Sprzedają ZSRR – czapki z czerwoną gwiazdą, odznaki z sierpem i młotem, portrety Lenina, stare radzieckie medale. Ale to nie wszystko. Obok symboli komunistycznych leżą medale faszystowskie – repliki odznak SS, Krzyże Żelazne, emblematy III Rzeszy, sztylety i inne brunatne gadżety. Komunizm i faszyzm pod rękę, na jednym straganie, w sercu jednej ze stolic Unii Europejskiej. Dla Polaka, którego dziadkowie walczyli jednocześnie z Hitlerem i Stalinem, to widok wstrząsający. Dwa totalitaryzmy sprzedawane jako „kolekcjonerskie ciekawostki”.

Bułgarzy i ich historyczni sojusznicy – Rosjanie i Niemcy. Krótka lekcja historii
Bułgaria nigdy nie była naszym sojusznikiem, a jej wybory geopolityczne wynikają z głęboko zakorzenionych powodów.

Pod koniec XIX wieku Bułgarzy przez ponad 500 lat żyli pod tureckim jarzmem osmańskim. Rosja, pod hasłem panslawizmu i obrony prawosławia, w 1877–1878 roku pokonała Turcję i „wyzwoliła” Bułgarię (wojna rosyjsko-turecka). Dla Bułgarów Rosjanie stali się „bratnimi wyzwolicielami” – stąd ogromna wdzięczność i trwała rusofilia. Sobór Aleksandra Newskiego to właśnie pomnik tej „wdzięczności”.

W XX wieku Bułgaria dwukrotnie wybrała Niemcy. W I wojnie światowej (1915) przystąpiła do Centralnych Mocarstw (Niemcy + Austro-Węgry), bo chciała odebrać Serbii Macedonię i odzyskać utracone po wojnach bałkańskich terytoria. Król Ferdynand I był germanofilem, a niemiecki kapitał mocno inwestował w Bułgarii.

W II wojnie światowej historia się powtórzyła. W 1941 roku car Borys III podpisał pakt z Hitlerem (Trójprzymierze), licząc na nowe terytoria kosztem Grecji i Jugosławii. Bułgaria okupowała grecką Trację i macedońską część Jugosławii. Dopiero we wrześniu 1944 roku Armia Czerwona „wyzwoliła” Bułgarię – czyli wprowadziła komunistyczną dyktaturę. Bułgarzy, w przeciwieństwie do Polaków, nigdy nie stawili realnego oporu Sowietom. Zamiast tego szybko przeszli na stronę zwycięzcy i przez 45 lat byli jednym z najbardziej lojalnych satelitów Moskwy.

Polak patrząc na to wszystko czuje pewien rodzaj historycznej ironii.
My zapłaciliśmy za wolność setkami tysięcy istnień, Katyń, Sybir, Powstanie Warszawskie. Bułgarzy – dostali „wyzwolenie” z rąk cara, a potem z rąk Stalina, i do dziś traktują to jak powód do dumy. Rosyjski imperializm, komunistyczna i faszystowska nostalgia nie są tu wstydem. Są częścią codzienności.

Dla nas, Polaków, Sofia to lekcja. Pokazuje, jak wygląda kraj, który nie przeszedł dekomunizacji ani denazyfikacji. Kraj, który nadal uważa Rosję za „brata”, a dwa największe totalitaryzmy XX wieku traktuje jak atrakcję turystyczną.

My w Polsce wybraliśmy inną drogę. I słusznie.

Czerwona i brunatna zaraza nie umarła wszędzie. W Sofii nadal mają się świetnie – i to pod rękę.
Dla Polaków to ostrzeżenie – i przypomnienie, dlaczego prawdziwa dekomunizacja i walka z totalitaryzmami nie są „przesadą”, tylko obowiązkiem wobec historii i ofiar.

Udostępnij

Polub nas