Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski (Nowa Lewica) to dziś jeden z najważniejszych polityków w rządzie Donalda Tuska. Odpowiada za cyfryzację państwa, cyberbezpieczeństwo i kluczowe projekty technologiczne. Jednocześnie jego przeszłość i ideologiczne wybory pozostają żywym świadectwem ciągłości lewicowej tradycji sięgającej komunistycznych korzeni.
Najlepszą ilustracją tej postawy jest nagranie ze Kongresu Lewicy (2013 r.) na Stadionie Narodowym w Warszawie. Ówczesny sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski wezwał zebranych do wspólnego śpiewu:
„Myślę, że jest czas, żebyśmy wszyscy zdjęli marynarki, ale nie tylko marynarki, żebyśmy wszyscy podwinęli rękawy, żebyśmy zebrali się razem, zdjęli krawaty i pokazali, że czerwień jest symbolem zwycięstwa. Zegarek też zdejmę. Razem, dla przyszłości lewicy w Polsce, wstańmy, koleżanki i koledzy i odśpiewajmy hymn światowej lewicy. Do »Międzynarodówki«!”
Sala odpowiedziała. Na wezwanie Gawkowskiego lewica zaśpiewała Międzynarodówkę – pieśń, która przez dziesięciolecia była hymnem ZSRR (do 1944 r.) i oficjalnym hymnem międzynarodowego ruchu komunistycznego.
Międzynarodówka nie jest niewinną „historyczną pamiątką ruchu socjaldemokratycznego”, jak próbują dziś tłumaczyć lewicowi politycy. To pieśń, która towarzyszyła rewolucjom bolszewickim, terrorowi, kolektywizacji i budowie systemu totalitarnego odpowiedzialnego za dziesiątki milionów ofiar. W PRL śpiewano ją na zjazdach PZPR i pochodach pierwszomajowych.
Gawkowski w 2013 roku świadomie sięgnął po ten symbol. Nie był to wtedy „młody chłopak” – miał już 33 lata, był sekretarzem generalnym SLD i doświadczonym działaczem. Kilka lat później, już jako wicepremier, w wywiadach przyznawał, że nie wstydzi się tego gestu, bo traktuje Międzynarodówkę jako element „historycznej pamięci” ruchu lewicowego.
Dziś ten sam polityk:
W 2026 roku, podczas konwencji „Lewica Dowozi – 1000 dni za nami”, Gawkowski chwalił osiągnięcia rządu i zapewniał o bezpieczeństwie Polski. Jednocześnie symbol, który sam wybrał ponad dekadę wcześniej, pozostaje niezmienny: czerwień jako „symbol zwycięstwa” i Międzynarodówka jako „hymn światowej lewicy”.
Czy w państwie, które doświadczyło komunistycznej okupacji, terroru UB/SB, zbrodni katyńskiej i dziesięcioleci zniewolenia, polityk, który świadomie prowadził salę w śpiewie hymnu komunistycznego, powinien piastować jedno z najwyższych stanowisk w państwie?
