


W 2026 roku pokolenie Z (osoby urodzone mniej więcej między 1997 a 2012 rokiem) wchodzi w pełni w dorosłość – głosuje, pracuje, zakłada rodziny. A jednak badania z ostatnich lat pokazują niepokojący trend: wśród 18–29-latków sympatia do socjalizmu i komunizmu osiąga poziomy, jakich nie widziano od czasów zimnej wojny. W sondażu Cato Institute / YouGov z marca 2025 roku aż 62% młodych Amerykanów w wieku 18–29 lat wyrażało pozytywny stosunek do socjalizmu, a 34% do samego komunizmu. W Europie trend jest mniej jednostajny, ale w wielu krajach (Niemcy, Francja, Wielka Brytania) młodzi masowo odwracają się od kapitalizmu na rzecz haseł „sprawiedliwości społecznej”, „przeciwko miliarderom” i „systemowej zmiany”.
Pokolenie Z weszło na rynek pracy w cieniu kryzysu finansowego 2008–2009 (który pamiętają z opowieści rodziców), pandemii COVID-19, rekordowej inflacji 2021–2023 i permanentnego kryzysu mieszkaniowego. Ceny mieszkań w dużych miastach Europy i USA wzrosły o 50–100% w ciągu dekady, podczas gdy płace realne stały w miejscu lub spadały. Wynajem pochłania 40–60% dochodów netto u młodych singli i par bez dzieci.
W ich oczach kapitalizm = niedostępne mieszkania + gig economy + studenckie długi + miliarderzy kupujący kolejne jachty. Marksistowska diagnoza „walki klas” i „wyzysku” brzmi logicznie: bogaci vs. reszta, system jest ustawiony przeciwko nam.
TikTok to dziś najważniejszy kanał informacyjny pokolenia Z – ponad 60–70% młodych czerpie z niego wiedzę o świecie. Algorytm platformy faworyzuje emocjonalne, krótkie, radykalne treści. W efekcie w feedzie 18-latka równie często pojawiają się:
Chiński właściciel TikToka (ByteDance) nie musi nawet aktywnie promować komunizmu – wystarczy, że algorytm nagradza treści wywołujące największe zaangażowanie (outrage + poczucie wspólnoty uciskanych). Efekt jest taki sam: marksistowskie kategorie myślenia (opresor–uciskany, strukturalny wyzysk) stają się domyślnym sposobem opisywania rzeczywistości.
Pokolenie Z wychowało się w kulturze „bezpieczeństwa emocjonalnego”, trigger warningów i walki z mikroagresjami. Przeniesienie tego myślenia na gospodarkę jest naturalne: skoro nierówności wywołują cierpienie i lęk – należy je zlikwidować siłą państwa. Hasła typu „sprawiedliwość klimatyczna”, „sprawiedliwość mieszkaniowa”, „opodatkowanie bogactwa” brzmią jak moralny imperatyw, a nie jak powrót do kolektywizmu.
Dodatkowo wielu młodych nie pamięta (lub nie chce pamiętać) realnego komunizmu: gułagów, Wielkiego Głodu, Czerwonych Khmerów, muru berlińskiego. Zamiast tego widzą wybiórcze narracje o „sukcesach” Kuby w opiece zdrowotnej, „równości” w ZSRR czy „walkę z imperializmem” Chin.
Uniwersytety, media głównego nurtu, partie centrowe – wszystko to postrzegane jest jako skorumpowane lub oderwane od rzeczywistości. Kiedy ktoś mówi „system jest zepsuty”, młody człowiek kiwa głową – a marksistowska lewica oferuje najprostsze wyjaśnienie i najradykalniejsze rozwiązanie: wywrócić stolik.
Pokolenie Z nie jest jednolite – w Europie widzimy też silny zwrot części młodych mężczyzn w stronę radykalnej prawicy (AfD, Konfederacja, RN). Ale lewicowy marksistowski romantyzm pozostaje silny, zwłaszcza wśród młodych kobiet i studentów kierunków humanistycznych/społecznych.
Jeśli antykomuniści nie zaczną skutecznie pokazywać:
to w latach 2030–2040 możemy mieć pokolenie wyborców, które świadomie wybierze kolektywizm – tym razem pod zielono-różową flagą.
Historia zatoczyła koło. Marksistowska propaganda nie potrzebuje już Czerwonej Armii – wystarczy smartfon i 15-sekundowy filmik.
Czy damy się zaskoczyć po raz drugi w ciągu stu lat?
