W latach 20. i 30. XX wieku Antonio Gramsci, włoski komunista uwięziony przez reżim Mussoliniego, doszedł do wniosku, że klasyczna marksistowska rewolucja proletariacka w krajach zachodnich jest skazana na niepowodzenie. Dlaczego? Bo robotnik nie tylko nie był głodny rewolucji – on często wolał stabilność, rodzinę, kościół, patriotyzm i zwykłe kino zamiast agitprop. Gramsci zrozumiał, że kapitalizm trzyma się nie tylko bagnetami i policją, ale przede wszystkim kulturą, czyli tym, co ludzie uważają za „normalne”, „słuszne” i „piękne”.
W „Zeszytach więziennych” rozwinął koncepcję hegemonii kulturowej (egemonia culturale). Burżuazja – pisał – nie musi stale używać przemocy, bo kontroluje „nadbudowę”: szkoły, uniwersytety, prasę, kościół, sztukę, obyczaje, język, nawet poczucie humoru. Klasa panująca narzuca własne wartości tak skutecznie, że stają się one „zdrowym rozsądkiem” całej reszty społeczeństwa – także tej, która teoretycznie powinna chcieć obalić system.
Gramsci proponował więc odwrócenie klasycznego marksistowskiego schematu. Zamiast frontalnego szturmu na państwo („wojna manewrowa”) – długą wojnę pozycyjną (guerra di posizione). Trzeba powoli, metodycznie zajmować kolejne przyczółki w społeczeństwie obywatelskim: szkoły, wydawnictwa, teatry, katedry uniwersyteckie, redakcje, związki zawodowe, a nawet parafie. Dopiero gdy lewica zdobędzie hegemonię kulturową, państwo będzie można wziąć niemal bez walki – bo większość ludzi sama uzna komunizm (lub jego „postępową” wersję) za coś naturalnego.
Hasło „długi marsz przez instytucje” sformułował później (ok. 1967 r.) niemiecki rewolucjonista Rudi Dutschke, ale to Gramsci dał mu teoretyczną podstawę. Dutschke jedynie nadał mu chwytliwą nazwę, nawiązującą do chińskiego „długiego marszu” Mao.
Gramsci zmarł w 1937 roku. W tym samym czasie w Niemczech, a potem w amerykańskiej emigracji, rozwijała się Szkoła Frankfurcka – grupa marksistowskich intelektualistów skupiona wokół Instytutu Badań Społecznych (Max Horkheimer, Theodor Adorno, Herbert Marcuse, Erich Fromm, Walter Benjamin i inni). Oni wzięli gramsciańską diagnozę i dozbroili ją w narzędzia psychoanalityczne, socjologiczne i estetyczne.
Kluczowe elementy, które Frankfurtczycy dodali do „długiego marszu”:
Połączenie gramsciańskiej strategii długiego marszu z frankfurcką psycho-teorią okazało się zabójczo skuteczne. Od lat 70. XX wieku obserwujemy konsekwentne zajmowanie kluczowych „wysokości” kulturowych:
Nie było szturmu na Pałac Zimowy. Były za to dekady cierpliwej pracy: obsadzania katedr, redakcji, konkursów grantowych, festiwali filmowych, działów HR, kuratoriów oświaty i NGO-sów. Dziś hegemonia kulturowa jest już w dużej mierze po stronie postmarksistowskiej lewicy – dlatego tak trudno jest się z nią spierać na gruncie „zdrowego rozsądku”. Ten rozsądek został dawno przeprogramowany.
Gramsci dał plan. Frankfurtczycy dostarczyli amunicję psychologiczną i intelektualną. A my – niestety – zbyt długo udawaliśmy, że to tylko „teorie akademickie”, które nikogo nie dotyczą.
Długi marsz trwa. I jest już bardzo blisko centrum dowodzenia.
